Blog > Komentarze do wpisu
Mój Babi Jar

Depesza, na tle szaleństwa świata, wydawała się bez znaczenia. To, że - jak donosiła agencja - „Eugeniusz Jewtuszenko recytował w Yad Vashem w Jerozolimie swój poemat »Babi Jar «”, najwidoczniej interesowało mało kogo. Co innego mój osobisty licznik Geigera. Drgnął natychmiast. Dla mnie to było wydarzenie.

Najpierw, kto jest kto? Jewtuszenki młodzi Polacy, a takich jest większość, raczej nie znają, „Babiego Jaru” na pewno nie czytali. Zresztą gdzie mieliby przeczytać? Jewtuszenko, były enfant terrible sowieckiej poezji, ma 74 lata, jest dostępny w 74 językach, ale to prahistoria.

"Babi Jar", jego najbardziej znany poemat, to wstrząsające requiem nad masakrą w wąwozie o tej nazwie znajdującym się niedaleko Kijowa, gdzie w święto Jom Kipur we wrześniu 1941 r. hitlerowcy i ich lokalni najemnicy zamordowali 35 tys. Żydów ukraińskich (potem zacznie więcej). No a Yad Vashem to, wiadomo, instytut w Jerozolimie, strażnik pamięci Zagłady.

Otóż, tak się stało, że "Babi Jar" wszedł od razu, od pierwszej publikacji, i już został, w mojej biografii. Epizody, jak w filmie, logicznie się uzupełniają, każdy ma swoje miejsce z "Jarem" w tle.

Kiedy w 1961 r. moskiewska "Literaturnaja Gazieta" opublikowała wiersz, w Warszawie to był szok. My, specjaliści od odszyfrowywania języka sowieckiego, od razu pojęliśmy sygnał: to tylko poemat, ale także znak odwilży, pierwszy raz ktoś w Moskwie upomniał się z taką siłą o Żydów, których zagłada do tej pory ukrywana była dyskretnie w kategorii "obywatele ZSRR".

Potem zaczęło się moje życie z "Jarem". Rok później Jewtuszenko i jego wiersz są u mnie w Hawanie. Surrealistyczna scena: sowiecki poeta przy polskiej wódce czyta w kubańskich tropikach wiersz o losie Żydów spod Kijowa i o rosyjskiej pamięci. Z Kuby powrót do Warszawy powoli już zamykanej w cuchnących uściskach Moczara: lekka choćby publiczna aluzja do "Jaru" już była aktem oporu wobec gnijącej dyktatury.

Potem lądowanie w Brukseli pełnej kampanii "Let My People Go" o wolność emigracji dla sowieckich Żydów. W "Le Soir", gdzie nikt wiersza nie znał, wprowadzam "Babi Jar" jako jeden z punktów odniesienia tej kampanii.

No i last but not least - rok temu spada na mnie 900 stron przerażającej książki Jonathana Littella „Les Bienveillantes”. „Babi Jar” wypełnia tam kilka strasznych, fenomenalnie napisanych, rzadko spotykanych w literaturze gęstych stron. Narrator Obersturmfürher dr Aue opowiada, jak sam, „nie wiedząc, co czyni”, przygląda się, a potem uczestniczy w masakrze, strzela i zabija.

Żałuję, że nie słyszałem Jewtuszenki recytującego w Jerozolimie:

Nad Babim Jarem pomnika nie widać

Grubym nagrobkiem jest urwisko Jaru.

Strasznie mi.

Czuję, że na barkach dźwigam

tyle lat, ile ma żydowski naród.*

Poeta w Rosji - powiada Jewtuszenko - to więcej niż poeta. W jego przypadku to prawda. Ale gdzie są dzisiaj "poeci więcej niż poeci"?

*Tłumaczenie Leopolda Lewina
piątek, 14 grudnia 2007, leopold.unger

Polecane wpisy

  • Nasze 15 minut trwa już 20 lat

    Fala rozmaitych 20-leci zaczyna zalewać Polskę, zanim rozleje się w szumie polemik o to, która z nich ważniejsza po całej Europie. Na razie nie wszyscy wiedzą,

  • Topór Einsteina

    "Postęp techniczny to topór w ręku psychopaty". To powiedział fachowiec. Nazywał się Albert Einstein. Przesada? Wcale nie, Einstein był naprawdę zanie

  • Ratując niemiecką duszę

    Obaj Niemcy mają już swoje miejsce w historii. Ale obaj także właśnie teraz, choć tak różni, równocześnie wrócili do aktualności. Stauffenberg - na ekrany kinow