Blog > Komentarze do wpisu
Europa patrzy na Amerykę

Nie chciałem pisać o wyborach amerykańskich, inni się tym zajęli. Ale kiedy na ekran komputera wskoczyła depesza o zamknięciu berlińskiego lotniska Tempelhof, coś pękło, odżyła pamięć i wróciły wybory.

To tam przed 60 laty lądowały amerykańskie DC-3, tworząc legendę mostu powietrznego ratującego Berlin, ale przede wszystkim stawiającego pierwszy raz skutecznie tamę ekspansji Stalina. To tam na lotnisku Tempelhof głosowałem na Amerykę. I - z wyprzedzeniem - na jej prezydentów: i na demokratę, który w cieniu muru w 1963 roku zawołał: "Ich bin ein Berliner", i na republikanina, który w 1987 r. z tego samego miejsca wołał: "Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten mur".

Dziś w Europie amerykański prezydent nie musi obalać żadnego muru i niczego wołać. I bez tego Europa wierzy, że wybór Obamy to byłby prawdziwy przełom, że czarny prezydent wskrzesiłby "The American Dream" i nadzieję na braterstwo ludzi, a także poprawiłby natychmiast image USA na świecie tak dokumentnie zepsuty przez osiem lat Busha.

Ale w polityce nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż złudzenia. Ja też głosuję na Obamę, ale myślę o Ameryce. Jestem świadom, jak wiele znaczyłaby dla świata Ameryka - niezawodny, lojalny i zaufany sojusznik także niezawodnej i lojalnej, zjednoczonej i nadal jednoczącej się Europy. Byłby jednak wielce ryzykowny pogląd, że taka Ameryka mogłaby powstać kosztem Ameryki.

W sferze polityki gospodarczej i międzynarodowej i McCain, i Obama będą pilnować interesów USA i postępować zgodnie z tymi interesami. W tej sferze zmieni się styl, ale nie można mieć wątpliwości: Demokraci i Republikanie są bliżsi sobie niż Europie, a aura Obamy nie pokrywa się z programem, który będzie on chciał czy musiał realizować.

Dlatego w tej Europie, która zniewolona musiała wegetować przez dziesięciolecia za murem i która w dalszym ciągu leży w tym samym miejscu kontynentu, nie ma obamomanii. Dla tej części Europy tylko do pewnego stopnia ważne jest kto - Obama czy McCain - będzie nowym prezydentem Ameryki. A naprawdę ważne jest, jaka będzie Ameryka nowego prezydenta. Dlatego Europa, ta zwana pojałtańską, zastanawia się nie tylko nad tym czy i jak przyszły prezydent potrafi przywrócić zaufanie do USA.

Ta Europa wie naturalnie, że to zaufanie jest niezbędne wobec nowych zagrożeń i nowych wyzwań takich jak nowy układ sił na świecie czy światowy kryzys finansowy, którym nie potrafimy sprostać bez udziału, a w niektórych dziedzinach bez przewodnictwa USA.

Ale uzupełnia ona ten spis rzeczy o jej własną specyfikę, syndrom Europy pamięci, tej podzielonej kiedyś przez Hitlera i Stalina, tej która tak długo żyła między Auschwitzem a Gułagiem. Dla niej także ważna jest odpowiedź USA na autorytarny i neoimperialny charakter władzy w pogruzińskiej Rosji i pozostającą w jej cieniu przyszłość jej sąsiadów.

Państwa Europy środkowej i wschodniej starają się ratować to, co zostało z kolorowych rewolucji na Wschodzie, ale obawiają się, że (np. gazowa) Realpolitik okaże się silniejsza od wizji europejskiej Ukrainy i Gruzji. I zastanawiają się, czy i co zrobi nowy, biały czy czarny, prezydent USA, aby Europa strachu przestała się bać?

wtorek, 04 listopada 2008, leopold.unger

Polecane wpisy

  • Nasze 15 minut trwa już 20 lat

    Fala rozmaitych 20-leci zaczyna zalewać Polskę, zanim rozleje się w szumie polemik o to, która z nich ważniejsza po całej Europie. Na razie nie wszyscy wiedzą,

  • Topór Einsteina

    "Postęp techniczny to topór w ręku psychopaty". To powiedział fachowiec. Nazywał się Albert Einstein. Przesada? Wcale nie, Einstein był naprawdę zanie

  • Ratując niemiecką duszę

    Obaj Niemcy mają już swoje miejsce w historii. Ale obaj także właśnie teraz, choć tak różni, równocześnie wrócili do aktualności. Stauffenberg - na ekrany kinow