Blog > Komentarze do wpisu
Nasze 15 minut trwa już 20 lat
Fala rozmaitych 20-leci zaczyna zalewać Polskę, zanim rozleje się w szumie polemik o to, która z nich ważniejsza po całej Europie. Na razie nie wszyscy wiedzą, co ich czeka.

Znalazłem w prasie zachodniej (kumoterstwo nie pozwala podawać nazwy) kalendarze tegorocznych okrągłych rocznic bez układu Ribbentrop-Mołotow, a nawet bez daty 1 września, czyli 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Bagatela. Mniejsza o powody, już mam dosyć narzekania na nieznajomość, zwłaszcza wśród młodych, podstawowych wydarzeń historii współczesnej.

Jeżeli jednak wracam do tego kalendarza, to z okazji, jakżeby inaczej, 20. rocznicy Okrągłego Stołu. Przeczytałem sporo tekstów, choć naturalnie nie wszystkie o tym meblu, i odnalazłem tam większość, potraktowanych lepiej lub gorzej, moich, lepszych lub gorszych, znajomych.

Zabrakło mi, akurat w tym kontekście, jednego nazwiska: Mieczysława Rakowskiego. A przecież on także, choć przy stole nie siedział, odegrał, co być może umknęło czujności historyków, pewną rolę w procesie, który za chwilę przewróci komunizm w środkowej Europie.

Pierwszy raz, po 20 latach na Zachodzie, wysiadłem na Okęciu 28 marca 1989 r. z samolotu rządowej delegacji Belgii i premiera Martensa. Belgowie trafili na widok bez precedensu w obozie sowieckim: komunistów i opozycjonistów przy jednym stole. Pierwsi politycy z Zachodu obecni w oku historycznego cyklonu, w momencie Okrągłego Stołu, pierwsi na tym szczeblu spotykający otwarcie oficjalnie nielegalną opozycję, Belgowie po powrocie przekazali, komu trzeba, że po 40 latach sowietyzmu rysuje się szansa kompromisu i pokojowego wychodzenia z Jałty.

Z Rakowskim nigdy nie byłem w przyjaźni, poruszaliśmy się po innych orbitach. Ale on mnie czytał w "Kulturze" Giedroycia, a ja pamiętałem o jego postawie w czarnosecinnym roku 1968. Kiedy więc nasze role się zmieniły i dziennikarz zachodni poprosił premiera Rakowskiego o wywiad dla "Le Soir", nie było chwili wahania.

Otóż dziś ten wywiad to kartka w archiwum, ale wtedy to była Historia. Pierwszy raz komunistyczny premier, pod okiem Moskwy i w zasięgu wojska sowieckiego stacjonującego na jego terytorium, zakładnik ciągle oddychającego betonu partyjnego, mówi otwarcie o "kompromisie historycznym".

- Czy pan wie, jakie są granice tolerancji sowieckiej? - pytam. - Nie - odpowiada Rakowski - Wchodzimy, opozycja także zresztą, w okres transformacji. Jest to krok w nieznane bez siatki ubezpieczającej. Wszystko, co u nas się dzieje, nie ma precedensu. Dajcie nam spróbować.

- Czy rzeczywiście nie ma już (tak było w druku, w istocie zapytałem Rakowskiego: "Czy ty się nie boisz?") groźby interwencji sowieckiej? Odpowiedział: - Z Gorbaczowem na Kremlu takie ryzyko nie istnieje...

Wywiad poszedł w świat. Do sąsiadów Polski także. Naturalnie nie da się wywiadu prasowego przeliczyć na siłę drgań w polityce czy w nastrojach, w tym wypadku na szybkość upadania domina w sowieckiej (jeszcze wtedy) części Europy.

Władcy świata nie czekali na mnie, wiedzieli swoje. Ale Martens nie taił, że po raz pierwszy miał tak szczerą rozmowę z politykiem z Europy Wschodniej. A wywiad z tak wysokiej półki to było pierwsze prasowe, a więc publiczne zaproszenie dla innych.

Chodźcie z nami, wołała Warszawa, korzystajcie z okazji, bo nie wiadomo, jak długo te 15 minut potrwa. Na szczęście potrwały dłużej.
wtorek, 03 marca 2009, leopold.unger

Polecane wpisy

  • Ratując niemiecką duszę

    Obaj Niemcy mają już swoje miejsce w historii. Ale obaj także właśnie teraz, choć tak różni, równocześnie wrócili do aktualności. Stauffenberg - na ekrany kinow

  • Demokracja i telewizja

    Kilka dni temu drugi kanał francuskiej telewizji publicznej pokazał film wideo ilustrujący wyjątkowo okrutny epizod izraelskiej wojny w Gazie. Komentarz był ze

  • Imię Rosji

    Każda epoka powinna mieć swojego bohatera. Dlatego tygodnik "Time" wymyślił Człowieka Roku. Tygodnik zachował się ostrożnie. Dał swemu bohaterowi krót

Komentarze
Gość: t.wysocki, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/21 22:59:41
Szanowny Panie
Za jakiś czas będę we Włoszech. Pójdę na grób Pana Brata i się pomodlę. Chociaż w taki sposób wyrażę przeprosiny w stosunku do Pana i Pana Rodziny za to co Państwa spotkało...Nigdy nie był Pan i nie będzie "INTRUZEM"