RSS
piątek, 14 grudnia 2007
Marks w Krynicy

Któregoś dnia w latach 90. zadzwonił do mnie Jerzy Giedroyc. - Doszły mnie - powiedział - ciekawe informacje o nieznanym mi zbiegowisku w Krynicy. Niech pan pojedzie i zobaczy, o co chodzi. 

Pojechałem, na deptaku roił się tysiąc osób, w tym wielu VIP-ów ze wszystkich prawie krajów posowieckich z Rosją włącznie. Zobaczyłem: chodziło o Forum Ekonomiczne, które naturalnie miało poważny wymiar polityczny. Zadzwoniłem do Giedroycia: - Pański duch się nad Forum unosi. Popieramy.

Forum w Krynicy to ważna próba podzielenia się polskim doświadczeniem w łagodzeniu kosztów transformacji, przez które wszystkie posowieckie kraje tak czy inaczej muszą przejść. Tłumaczą polskie doświadczenia najlepsi fachowcy: rozmaici Kwaśniewscy, Balcerowicze, Geremki.

Forum w Krynicy to może być specyficznie polski produkt, jedna z rozpoznawalnych polskich twarzy, no i na pewno jeden z najlepszych instrumentów prowadzenia publicznej polskiej polityki zagranicznej.

Po kilkunastu latach ciągle narzekam na gigantomanię Krynicy, ale zdania nie zmieniłem. Giedroyc byłby zadowolony. I gdyby mógł mnie znowu gdzieś posłać, to zadzwoniłby i powiedział: - Niech pan pojedzie do Wrocławia. Tam się odbywa znowu jakaś obiecująca impreza. Niech pan zobaczy, o co chodzi.

I znowu miałby rację. Do Wrocławia nie dojechałem, bo mnie zmogła zaraza, ale duchem tam jestem i wiem, o co chodzi.

Na zaproszenie Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego około dwudziestka studentów czy magistrantów politologii Wolnego Uniwersytetu w Brukseli wylądowała w poniedziałek we Wrocławiu. Na wiosnę na zasadzie wymiany podobna grupa studentów z Wrocławia najedzie Brukselę (mam nadzieję, że wtedy żadna zaraza mnie od nich nie odetnie).

Wszystko to nazywa się sztywno „Międzynarodowa konferencja naukowa »Populizm w Europie - defekt czy przejaw demokracji «” i ma w kilku sesjach i językach omówić kwestie istotne dla politycznego pejzażu Europy: populizm w środkowej Europie i w demokracjach zachodnich czy udział skrajnej prawicy w rządach Europy.

Podsumowanie nosi tytuł: "Populizm we współczesnych demokracjach: potęga magicznego myślenia". Otóż to. Gdybym mianowicie mógł uczestniczyć w dyskusji (a miałem), to zaproponowałbym analizę nie tylko zjawiska Samoobrony czy LPR albo Haidera czy Le Pena, ale najbardziej przejmujący epizod "magicznego myślenia", jakim była tragifarsa w wykonaniu Tymińskiego, człowieka prosto z buszu, za którym przecież poszła, wykopując Mazowieckiego, jedna czwarta wielkiego europejskiego narodu.

Przypomniałbym wtedy Marksa. "W życiu narodu i kobiety" - cytowałbym - "nie wybacza się krótkich chwil słabości, kiedy może je posiąść byle awanturnik". Dobre motto na dziś, kiedy o populizmie mowa.

Giedroyc byłby z wrocławskiej inicjatywy zadowolony. "Kultura" o populizmie miała swoje zdanie, warto do niej sięgnąć. Ale we Wrocławiu Giedroyciowi chodziłoby o populizm i o coś jeszcze: tylko mianowicie w młodzieży i tylko w Europie odpornych na wszystkie trujące "-izmy" Giedroyc plasował swoje nadzieje na lepszą przyszłość polską i w ogóle.

Spotkanie wrocławskie mieści się w programie "Projekt Europa". Wrocław do Expo nie dotarł, w Europie już jest i chce i może ją, jak widać, na swój sposób ulepszyć. W Korei nikt tego nie potrafi.
15:00, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »
Mój Babi Jar

Depesza, na tle szaleństwa świata, wydawała się bez znaczenia. To, że - jak donosiła agencja - „Eugeniusz Jewtuszenko recytował w Yad Vashem w Jerozolimie swój poemat »Babi Jar «”, najwidoczniej interesowało mało kogo. Co innego mój osobisty licznik Geigera. Drgnął natychmiast. Dla mnie to było wydarzenie.

Najpierw, kto jest kto? Jewtuszenki młodzi Polacy, a takich jest większość, raczej nie znają, „Babiego Jaru” na pewno nie czytali. Zresztą gdzie mieliby przeczytać? Jewtuszenko, były enfant terrible sowieckiej poezji, ma 74 lata, jest dostępny w 74 językach, ale to prahistoria.

"Babi Jar", jego najbardziej znany poemat, to wstrząsające requiem nad masakrą w wąwozie o tej nazwie znajdującym się niedaleko Kijowa, gdzie w święto Jom Kipur we wrześniu 1941 r. hitlerowcy i ich lokalni najemnicy zamordowali 35 tys. Żydów ukraińskich (potem zacznie więcej). No a Yad Vashem to, wiadomo, instytut w Jerozolimie, strażnik pamięci Zagłady.

Otóż, tak się stało, że "Babi Jar" wszedł od razu, od pierwszej publikacji, i już został, w mojej biografii. Epizody, jak w filmie, logicznie się uzupełniają, każdy ma swoje miejsce z "Jarem" w tle.

Kiedy w 1961 r. moskiewska "Literaturnaja Gazieta" opublikowała wiersz, w Warszawie to był szok. My, specjaliści od odszyfrowywania języka sowieckiego, od razu pojęliśmy sygnał: to tylko poemat, ale także znak odwilży, pierwszy raz ktoś w Moskwie upomniał się z taką siłą o Żydów, których zagłada do tej pory ukrywana była dyskretnie w kategorii "obywatele ZSRR".

Potem zaczęło się moje życie z "Jarem". Rok później Jewtuszenko i jego wiersz są u mnie w Hawanie. Surrealistyczna scena: sowiecki poeta przy polskiej wódce czyta w kubańskich tropikach wiersz o losie Żydów spod Kijowa i o rosyjskiej pamięci. Z Kuby powrót do Warszawy powoli już zamykanej w cuchnących uściskach Moczara: lekka choćby publiczna aluzja do "Jaru" już była aktem oporu wobec gnijącej dyktatury.

Potem lądowanie w Brukseli pełnej kampanii "Let My People Go" o wolność emigracji dla sowieckich Żydów. W "Le Soir", gdzie nikt wiersza nie znał, wprowadzam "Babi Jar" jako jeden z punktów odniesienia tej kampanii.

No i last but not least - rok temu spada na mnie 900 stron przerażającej książki Jonathana Littella „Les Bienveillantes”. „Babi Jar” wypełnia tam kilka strasznych, fenomenalnie napisanych, rzadko spotykanych w literaturze gęstych stron. Narrator Obersturmfürher dr Aue opowiada, jak sam, „nie wiedząc, co czyni”, przygląda się, a potem uczestniczy w masakrze, strzela i zabija.

Żałuję, że nie słyszałem Jewtuszenki recytującego w Jerozolimie:

Nad Babim Jarem pomnika nie widać

Grubym nagrobkiem jest urwisko Jaru.

Strasznie mi.

Czuję, że na barkach dźwigam

tyle lat, ile ma żydowski naród.*

Poeta w Rosji - powiada Jewtuszenko - to więcej niż poeta. W jego przypadku to prawda. Ale gdzie są dzisiaj "poeci więcej niż poeci"?

*Tłumaczenie Leopolda Lewina
14:58, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »