RSS
wtorek, 30 grudnia 2008
Prezent dla Obamy
Co mają wspólnego Czabanienko i Gruzja? Proste - Hawanę.
"Admirał Czabanienko" to niszczyciel okrętów podwodnych, który przed kilku dniami zakończył wizytę w Hawanie jako pierwszy okręt rosyjski w tym porcie od upadku ZSRR. "Gruzja" zaś to statek, oficjalnie cywilny, a tak naprawdę wojskowy transportowiec, który zawitał do Hawany latem 1962 r.
Pamiętam dobrze, jak się z niego wysypał na ulice Hawany tysiąc "techników rolniczych", w istocie żołnierzy do obsługi sowieckich baz z rakietami atomowymi zainstalowanymi na wyspie przez Castro i Chruszczowa.
Wspomnienia są cenne, składają się na to, co można określić jako doświadczenie. I prowadzą do interesujących skojarzeń. Kuba roku 62 była najbardziej niebezpiecznym punktem sowieckiej światowej architektury wojskowej. Stała się, w wyniku ślepoty Castro i awanturnictwa Chruszczowa, frontem jedynego prawdziwego ryzyka szoku atomowego w czasie zimnej wojny.
Na co liczył Chruszczow, kiedy instalował rakiety i próbował zagrozić Ameryce z bazy tuż pod jej bokiem? Na naiwność Fidela Castro, który uwierzył, że Moskwa zaryzykuje wojnę z USA w interesie Kuby. I na naiwność młodego i niedoświadczonego prezydenta USA Johna Kennedy'ego. Ale Nikita się pomylił. Kennedy powiedział "nie", zablokował wyspę, Chruszczow mrugnął pierwszy, świat uniknął katastrofy.
1962 to nie jest 2008, Putin nie Chruszczow. Nikt nie podejrzewa Putina o awanturnictwo ani o próbę instalowania rakiet na Kubie. Jego polityka budzi jednak podejrzane skojarzenia.
Do wniosku o braku doświadczenia i naiwności nowego młodego prezydenta USA Chruszczow doszedł po krótkim spotkaniu z Kennedym we Wiedniu w czerwcu 1961 r. Rok później musiał zmienić zdanie. Putin jeszcze Obamy nie widział, ale ma już na pewno gotowy dokładny jego portret psychologiczny. Otóż ten portret wydaje się tak wyrysowany, jakby Putin także liczył na naiwność młodego i niedoświadczonego lokatora Białego Domu.
Przygotował mianowicie na inaugurację Obamy bardzo specjalny prezent, którego "Admirał Czabanienko" i powrót Rosji na Kubę oraz jej nagła miłość do Ameryki Łacińskiej to tylko szczegół.
Na ofertę otwarcia, jaką Putin złoży Obamie, składa się m.in. 150 mld dol. zastrzyku dla armii rosyjskiej, zapowiedź budowy 70 nowych wielogłowicowych atomowych rakiet strategicznych, rakiety Iskander w Kaliningradzie w odpowiedzi na tarczę w Polsce i Czechach, rakiety przeciwlotnicze S-300 dla Iranu z zasięgiem aż po irackie niebo, pogłoski o bazach w Syrii, ołowiana chmura nad Gruzją i Ukrainą
Razem to nie tyle elegancki bukiet powitalny co bardzo ciężka rosyjska rękawica rzucona w kierunku Waszyngtonu.
Rosja broni dziś nie ideologii, a tego co uważa za swój państwowy interes. Moskwie nie zależy na powtórce z zimnej wojny. Baryłka za 30 czy 50 dolarów już zmieniła układ sił. W istocie Moskwa szykuje się do nieuniknionych rozmaitych konfrontacji z USA i chce do nich przystąpić z - na tyle na ile to możliwe - pozycji siły.
Jest w tej rosyjskiej polityce jakiś procent blefu i ryzyka. Pytanie tylko, jak troskliwie te procenty zostały obliczone. Warto może pamiętać o Kubie, która właśnie obchodzi 50 lat castryzmu. Przyszłość można, a czasem trzeba, budować na wspomnieniach. Na doświadczeniach także.
09:09, leopold.unger
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Czy piraci to terroryści
Trafiony! Nareszcie sukces! Duński okręt wojenny „Absalom” (dziwna dla okrętu nazwa od nieudanego syna żydowskiego króla Dawida?) nareszcie złapał piratów. Sukces, powiedzmy, jak z dowcipu o Radiu Erewan. „Absalom” nie złapał bowiem, ale odnalazł piratów, nie pojmał ich w wojnie morskiej, ale wyłowił ledwo żywych siedmiu rozbitków, nie z ultraszybkiej motorówki, ale z dryfującej łodzi pozbawionej silnika.
Ktoś by więc pomyślał, że "Absalom" przekazał piratów w ręce wymiaru sprawiedliwości w celu surowego ukarania. A guzik. Piracka siódemka została nakarmiona, opatrzona i przy pierwszej okazji przekazana władzom Jemenu, gdzie zapewne zostanie potraktowana po bratersku, to znaczy zwolniona.
Zła wola? Głupota? Nie. Praworządność. Potomkowie wikingów nie pojmali piratów na gorącym uczynku i nie mieli dowodów na to, że to byli piraci. Na dryfującej łodzi znaleźli co prawda arsenał granatników i karabinów AK-47, czyli instrumentów niesłużących raczej do łowienia ryb, ale z braku dowodów co do ich intencji musieli rozbitków uwolnić.
Inna fregata, niemiecka "Emden", trafiła na piracką łódź atakującą właśnie japoński frachtowiec. Ponieważ misją "Emdena" było ściganie terrorystów, a nie wiadomo było, czy piratów można tak zakwalifikować, bandyci uszli z życiem i towarem.
Satyra? Nie. Prawo. Somalia nie ma rządu od 20 lat. Somalia to nie państwo, lecz strefa gangsterska, gdzie zresztą niedługo zapanują islamscy ekstremiści.
Pytanie więc, czy piraci to bandyci lub/i terroryści, czy też są to somalijskie siły parawojskowe? Czy mogą być łapani i karani zawsze, wszędzie i przez wszystkich ? Teoretycznie mogą, ale łapać ich nie radzę. Nie wiadomo bowiem, co potem robić z jeńcami, wątpliwość, która praktycznie paraliżuje wszelką sądową akcję wobec piratów.
Czy statek, który nie był celem pirackiego ataku, ale np. uratował inny napadnięty statek i pojmał porywaczy, jest zobowiązany do podjęcia wobec nich bardzo kosztownej procedury prawnej? Czy, kto i gdzie, jakie towarzystwo ubezpieczeniowe będzie płacić kolosalne odszkodowanie za ewentualną śmierć w czasie akcji ratowniczej niewinnych pasażerów, członków załogi lub prywatnie wynajmowanych ochroniarzy? Ryzyko jest spore.
18 listopada indyjska fregata "Tabar" odpowiedziała ogniem i zatopiła piracką jednostkę szykującą się do ataku. Po tygodniu okazało się, że był to tajlandzki trawler właśnie porwany przez piratów. Kto, komu i za co teraz zapłaci?
Uważny czytelnik powie: déja vu. Rzeczywiście, o piratach pisałem w poprzednim felietonie. Dlaczego wracam do tematu. Bo przyszło nowe: drżyjcie narody!
Od 24 godzin flota powietrzno-morska Unii Europejskiej - sześć okrętów wojennych i trzy samoloty zwiadowcze - zastępuje siły NATO i rozpoczyna własną operację przeciwko piratom u wybrzeży Somalii. "Eunavfor Atalanta" (bo tak brzmi jej kryptonim) będzie pierwszą morską operacją UE. Zadanie polega na eskortowaniu i ochronie statków handlowych oraz odpieraniu ataków pirackich.
To brzmi dumnie i groźnie. Nie wiem, czy tak będzie, ale tak być powinno. To przecież Europejczyk, Rzymianin, niejaki Marek Tuliusz Cyceron 21 wieków temu określił piratów jako wrogów cywilizacji, z czego powstała prawna formula hostis humani generis - wrogowie rodzaju ludzkiego.
Nic się nie zmieniło. Tylko wrogów nam przybyło.
11:55, leopold.unger
Link Komentarze (1) »