RSS
czwartek, 28 kwietnia 2005
Detale Putina
"Polscy Żydzi dali w kość sowieckim Arabom ". Gomułka wpadł w szał, kiedy w 1967 r. okazało się, że nawet polscy antysemici cieszą się ze zwycięstwa Izraela nad wojskami arabskimi w wojnie sześciodniowej. Gomułka pomścił Arabów, wyrzucając resztki Żydów z Polski, ale naturalnie nie mógł powiedzieć, że to wszystko wina Stalina.
A to Stalin właśnie, choć Żydów nie lubił, pomógł stworzyć Izrael, głosując w ONZ w 1947 r. za podziałem Palestyny. Więcej - kiedy młode państwo żydowskie zostało zaatakowane przez sześć armii arabskich, pozwolił na przeniesienie na antyarabski front sporej liczby oficerów Żydów z niektórych (tam gdzie byli ) armii państw satelickich, m.in. z Polski, oraz na dostawy broni dla Hagany, czyli rodzącego się wojska izraelskiego, głównie ze Zbrojovki w Brnie.
Stalin to nie Gomułka, sprawę najpierw przemyślał. Założył, że Izrael, państwo lewicowych kibuców, da się „sfinlandyzować”, że wprowadzi Sowiety na Bliski Wschód, że Izrael stanie się tam przyczółkiem komunizmu, osłabi brytyjski imperializm. I pomylił się. Izrael od początku był na Zachodzie. Iwan Majski, sowiecki ambasador w Londynie, już w latach 30. odwiedził Palestynę, rozmawiał z przywódcami syjonistycznymi, po czym napisał do Stalina: „Wszyscy oni ukończyli rosyjskie szkoły i gimnazja, ale myślą po angielsku z amerykańskim akcentem”.
W 1950 r. Stalin zerwał ze złudzeniami i obiecał, chociaż nie wiedział, jak to zrobić, odwet na niewdzięcznym kapitalistycznym Izraelu. Następcy Stalina popsuli resztę, postawili na Arabów i ich zbroili. Choć nigdy więcej ZSRR nie poparł Izraela, to wynik, m.in. ten z 1967 r., jest znany. Dzisiaj Moskwa, spadkobierca ZSRR, formalnie członek "kwartetu" (USA, Rosja, UE, ONZ) nadzorującego ewolucję sytuacji na Bliskim Wschodzie, jest tam praktycznie nieobecna.
55 lat po rozwodzie z Izraelem Putin wraca na Bliski Wschód, aby zacząć wszystko na nowo i znaleźć dla Rosji jakiś skrawek ziemi w regionie, gdzie wszystkie lepsze miejsca zajęte są już przez Amerykanów. Zaczyna od Egiptu, starego sojusznika - dziś jednak żyjącego z subwencji amerykańskich. Będzie gościem Autonomii Palestyńskiej, choć zabraknie Arafata, na którego Moskwa tak bardzo stawiała, ale prawdziwy szlagier to pierwsza w ogóle w historii wizyta szefa państwa sowieckiego i rosyjskiego w Izraelu.
Putin jednak podszedł do tej premiery w fatalny sposób. Mimo że Izrael jest naturalnym sojusznikiem Rosji w wojnie z terroryzmem (zamyka nawet oczy na okrucieństwa w Czeczenii), Putin w przeddzień wyjazdu do Jerozolimy potwierdził dostawę przeciwlotniczych rakiet rosyjskich dla Syrii, najbliższego wroga państwa żydowskiego. Jadąc pod Ścianę Płaczu, Putin zdobył się na dowcip, aby wykazać niewinność tej operacji. Powiedział, że "rakiety są krótkiego zasięgu, wystrzeliwane są nie z ramienia, a z pojazdów, nie stanowią groźby dla Izraela, przeszkodzą co najwyżej w przelotach lotnictwa izraelskiego nad pałacem prezydenta Assada".
Putin nie wziął pod uwagę niewesołego detalu - Syria nie jest najlepszym przykładem państwa miłującego pokój i bliźnich. Rakiety przeciwlotnicze są już - jak wiadomo z niedawnych wydarzeń w Kenii, a dziś w Iraku - w rękach terrorystów. Kiedy rakiety dostarczone Syrii zaczną strącać samoloty nie nad Damaszkiem, a nad Czeczenią, można będzie umrzeć ze śmiechu.
12:04, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 kwietnia 2005
Chińska pamięć
Premier Chin Wen Jiabao ma rację. Sprzeciwiając się aspiracjom Japonii do zajęcia stałego miejsca (i do prawa weta) w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, powiedział: - Tylko kraj, który szanuje historię, ponosi za nią odpowiedzialność i cieszy się zaufaniem całego świata, godzien jest obsadzać najważniejsze stanowiska międzynarodowe".
Słusznie, bardzo słusznie. Mao by lepiej tego nie powiedział. Wołanie o moralność w ustach chińskiego premiera to akcent specjalny w podwójnym kontekście. Po pierwsze - spójrzmy na ogromną "spontaniczną" falę antyjapońskiego nacjonalizmu rozpętaną w Chinach, którą porównać można tylko z demonstracjami po zbombardowaniu przez USA ambasady chińskiej w Belgradzie. Powodem gniewu ludu jest tym razem nowa wersja japońskiego podręcznika historii, wybielająca militarystyczną przeszłość Japonii, wymazująca działania na terenie Chin japońskiej armii w latach wojny, minimalizująca m.in. takie sprawy jak masakra Chińczyków w 1937 r. w Nankinie czy zamykanie kobiet w burdelach dla japońskich żołnierzy.
Autorzy podręcznika utrzymują, że celem japońskich działań w czasie II wojny światowej było wyzwolenie państw azjatyckich. W książce ani razu nie użyto słowa "agresja" czy "okupacja". O masakrze nankińskiej, w której zginęło 300 tys. ludzi, mówi się jako o incydencie, w którym mogło stracić życie "wielu Chińczyków" (Japończycy chyba skopiowali podręczniki rosyjskie na temat Katynia czy paktu Hitler - Stalin z 1939). Na tym tle wydaje się logiczny chiński protest przeciwko ewentualnemu przyznaniu Japonii stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa i, szerzej, przeciwko złożonej przez Kofiego Annana propozycji rozszerzenia Rady w ramach reformy ONZ z 15 do 24 członków.
Po drugie - spójrzmy na reformę ONZ. Jeżeli ONZ ma, jak ostrzega Condoleezza Rice, przetrwać jako znacząca siła, to musi się zmienić, zreformować swój sekretariat, zmienić praktykę zarządzania. Reforma, to prawda, jest zawsze ryzykowna, ale są rzeczy, powiada pani Rice, które muszą zostać naprawione. Wystarczy wspomnieć o bezradności ONZ np. w Darfurze (o Srebrenicy i Ruandzie świat już zapomniał), o skandalach związanych z realizacją programu "Ropa za żywność", czy też o kompromitującej obecności w Komisji Praw Człowieka ONZ takich krajów jak: Sudan, Zimbabwe, Chiny, Rosja i Arabia Saudyjska, nie mówiąc już o Libii jeszcze niedawno stojącej na czele tej komisji.
W tym podwójnym kontekście ujawnia się z całą siłą wielkość zaproponowanej przez chińskiego premiera definicji stałego członka. Jeżeli bowiem "tylko kraj, który szanuje historię i cieszy się zaufaniem całego świata" może aspirować do najważniejszych stanowisk międzynarodowych, to naturalnie zacząć należy od przeglądu wartości, treści podręczników, szacunku świata, z tytułu których do takich stanowisk nie tylko aspirują, ale i od 60 lat je utrzymują przede wszystkim Chiny i Rosja.
Mówiąc bez żartów, reformę którą na 60-lecie ONZ przygotowała grupa 16 ekspertów z całego świata, premier Chin (Rosja myśli tak samo) jako dysponent prawa weta w Radzie storpedował, zanim jeszcze została wpisana do porządku dziennego jesiennej sesji. Szkoda, bo ONZ, choć nie rozwiązywałaby sprzeczności, to mogłaby stanowić kosztowne, ale pożyteczne forum ich rejestrowania i dyskutowania. I choć nie wiadomo, w jakim stanie ONZ by z reformy wyszła, to wiadomo, że bez niej długo nie pożyje.
13:59, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2005
Pojednanie według Putina
"Niech to będzie dzień pojednania", powiedział Władimir Putin, wysyłając zaproszenia na obchody 9 maja w Moskwie. Putin miał najlepsze intencje. Ale zaszło nieporozumienie. Słowo "pojednanie" jest inaczej rozumiane w strefie na wschód i na zachód od byłej żelaznej kurtyny.
Na wschodzie, zdaniem na przykład obywateli Polski i dawnej "pri-Bałtyki", pojednanie zakłada skruchę i prawdę. Stąd, niezależnie od decyzji "jechać czy nie jechać" do Moskwy, Polacy czy Bałtowie rozpatrują ten dylemat w kategoriach moralnych i czekają na jakieś rosyjskie "mea culpa" w kwestii paktu Ribbentrop - Mołotow, zbrodni w Katyniu, interpretacji Jałty itd.
Zachód (szeroko pojęty) ma do moskiewskiego zaproszenia inny, nie tyle niemoralny, co a-moralny, polityczny, stosunek. Po pierwsze, rzadko kto wie i rozumie, o co Polakom naprawdę chodzi, co to jest Katyń, co dla Polski i Bałtów oznaczał pakt hitlerowsko-sowiecki. Tutaj wojna światowa zaczęła się nie we wrześniu 1939 roku, lecz w maju 1940. Jałta, która tam przypieczętowała sowiecką dominację, tutaj była początkiem stabilizacji i (plan Marshalla) dobrobytu.
Po drugie, tutaj na Zachodzie wiedzą (a jak nie wiedzą, to Kreml im to wytłumaczy), że 9 maja to jedyne, po likwidacji 7 listopada, prawdziwe wielkie święto Rosji, najbardziej wykrwawionego sojusznika w wojnie z Hitlerem, a dziś najważniejszego partnera w wojnie z terroryzmem. Nie po to, powiadają tu, milczymy wobec aktualnej masakry Czeczenii, aby zacząć się użalać nad jakimiś odgrzewanymi epizodami sprzed 65 lat. Polska jest członkiem UE i NATO, którym zależy na jak najlepszych stosunkach z Rosją, głównym dostawcą energii na Zachód. Dla Putina, powiedział właśnie Schröder, nie ma alternatywy.
Po trzecie, o co awantura? Każdy miał swoje 60-lecie. W Normandii w lecie 2004 Zachód się pojednał, było godnie, wszyscy płakali. Polacy mieli już dwa 60-lecia: w 2004 r. Powstania Warszawskiego, a w 2005 - wyzwolenia Auschwitz. I też było godnie, wszyscy płakali. Teraz więc kolej na Rosję i jej 60-lecie. Wołając o prawdę i skruchę, Polacy mają moralnie rację, ale nie powinni psuć zabawy ani Rosjanom, ani zaproszonym gościom. Trudno wszak spodziewać się i domagać, aby Rosjanie właśnie z okazji swego największego święta odkryli przed światem straszliwe strony swej niedawnej historii, której wielu żyjących Rosjan było uczestnikami.
Po czwarte, banał, że nieobecni nie mają racji, nie zawsze się sprawdza, ale, tak to z daleka widać, nieobecność Polaków byłaby może nawet na rękę Rosjanom. Kremlowi zależy na obecności kilku szefów naprawdę wielkich państw, legitymizujących światowy statut Putina i wzmacniających jego malejący prestiż. Natomiast dla tegoż Putina i jego czekistów przyjazd Polaków czy pozbawionej kompleksów pani prezydent Łotwy niesie ryzyko awantury, a, być może, także wyrzut sumienia (jeżeli coś takiego w tej branży istnieje).
Jasne, można się dziwić, dlaczego Rosjanie nie potrafili, tak jak np. Niemcy czy do pewnego stopnia Kościół, dokonać poważnego obrachunku ze swoją czarną przeszłością, dlaczego, daleko od moralnych konsyderacji i nakazu historycznej prawdy, Putin, wszak pragmatyk i wytrawny gracz, nie zrzucił już dawno hurtem wszystkiego na Stalina i nie zamknął rachunku krzywd? Dlaczego? Może dlatego, że Stalina - pogromcy Hitlera - za zbrodniarza nie uważa i żadnej krzywdy nie widzi?
14:37, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »