RSS
poniedziałek, 23 października 2006
Naciskać na Chiny i Rosję
Kim Dzong Il nie będzie już mógł pić szampana w imieniu narodu (północno) koreańskiego.
Rada Bezpieczeństwa ONZ mianowicie nie tylko zabroniła transferu do Korei Płn. wszelkich materiałów, które mogłyby zostać wykorzystane do produkcji broni atomowej i konwencjonalnej albo rakiet; nie tylko ustanowiła blokadę morską i zamroziła zagraniczne konta bankowe niektórych właścicieli Północy oraz zakazała wydawania im wiz wjazdowych; ale nieskończenie okrutna Rada postanowiła odciąć dostawy szampana, koniaków i homarów, które Ukochany Wódz sprowadzał, ku szczęściu swoich poddanych, ale do jego wyłącznej konsumpcji, prosto z Paryża.
W skrócie mówiąc, w niesłychanie rzadkim w tym miejscu odruchu rozumu i godności, w odpowiedzi na przeprowadzoną przed tygodniem podziemną próbę nuklearną, Rada uchwaliła najostrzejszy pakiet sankcji przeciw Korei Płn. od końca wojny zwanej koreańską. Rezolucja nie zawiera ostatecznie groźby użycia siły, albowiem sformułowania, które można by tak zinterpretować i które forsowała administracja USA, zostały usunięte pod naciskiem Chin i Rosji (oraz, dodajmy, Korei Płd.).
Dlaczego akurat pod ich naciskiem? Oficjalnie z pobudek bardzo szlachetnych: groźba użycia siły miałaby mianowicie zamknąć drogę do dyplomatycznego rozwiązania konfliktu. No a nieoficjalnie?
Tak się dziwnie składa, że akurat te trzy kraje mogłyby mieć, gdyby chciały, największy wpływ na ewolucję polityki Korei Płn. Żaden z tych trzech krajów nie patrzy spokojnie, to oczywiste, na perspektywę wejścia kafkowskiego reżimu, skłonnego zapewne nawet do samobójstwa w obronie status quo, do klubu państw atomowych.
Żaden także nie mógłby spokojnie patrzeć na całkowitą klęskę układu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej. 40 państw przecież jest dziś, technicznie rzecz biorąc, w stanie podjąć budowę tej broni. Ale to właśnie te trzy kraje, a zwłaszcza Chiny i Korea Płd., dostarczają Korei Płn. ogromną pomoc (żywność, energia itd.), którą Kim Dzong Il swobodnie operuje i przeznacza przede wszystkim na finansowanie armii.
Absurd? Naturalnie. Przerwać pomoc? Możliwe, ale ryzykowne. Żaden bowiem z tych trzech filantropów nie chce przyczynić się do humanitarnej katastrofy i politycznej destabilizacji, jakie nagłe zerwanie pomocy musiałoby na Północy sprowokować.
Korea Płd. - ze względów rodzinnych i patriotycznych (niektórzy są tam nawet dumni, że Koreańczycy, wszystko jedno z Północy czy Południa, do atomu się jednak dorwali); Chiny i Rosja - ze względów politycznych. Wiedzą bowiem, że na zgliszczach państwa komunistycznego Ubu powstałby ustrój mniej lub bardziej, ale prozachodni (z perspektywą zjednoczenia), co z punktu widzenia ich strategii stanowiłoby niebezpieczną zmianę obecnego układu sił na Dalekim Wschodzie.
Żaden kraj nie jest przy tym gotów przyjąć ogromnej fali uchodźców z Północy. Chiny już budują dwuipółmetrowe zasieki na granicy wzdłuż rzeki Jalu.
Wniosek: rezolucja Rady Bezpieczeństwa to przekonywający wyraz uznania przez świat konieczności powstrzymania proliferacji w ogóle, a w Korei i - w domyśle - w Iranie w szczególności. Ale rezolucja nie ustala sposobu konkretnej realizacji tej konieczności.
Czy ktoś np. widzi Chiny uczestniczące w blokadzie i kontrolujące na pełnym morzu statki z podejrzanym ładunkiem dla Korei Północnej? Rada Bezpieczeństwa powinna dlatego wywierać presję nie tylko na Koreę Płn. czy na Iran, ale także na Chiny i Rosję, od których głównie zależy, aby mądre decyzje Rady Bezpieczeństwa w ogóle mogły być skuteczne.
10:41, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 października 2006
Politkowska to nie pierwszy i nie ostatni dziennikarz, który zapłacił życiem
O wojskowych w takich okolicznościach się mówi, że zginęli na posterunku. A co się mówi o dziennikarzach? O nich się mówi, że taki ich los. Żołnierz ma karabin. A co ma dziennikarz? Ma pióro.
Anna Politkowska to nie pierwsza ofiara tego losu. To nie pierwszy - i na pewno nie ostatni - dziennikarz, który za ten los, za poszukiwanie i głoszenie prawdy płaci życiem. Setki dziennikarzy zginęły w Afganistanie, Iraku, na Bliskim Wschodzie, w zglobalizowanej śmierci poszukiwaczy prawdy.
Według Komitetu Ochrony Dziennikarzy 63 ludzi pióra zginęło w najbardziej od dziesięcioleci krwawym roku 2005. Po rozpadzie Związku Sowieckiego Rosja stała się jednym z najbardziej niebezpiecznych dla dziennikarzy krajów świata. Po 2000 roku co najmniej 13 dziennikarzy zostało tam zamordowanych. Wszyscy fachowo, na zamówienie, bez śladów. W żadnym z przypadków, łącznie z przedostatnim, kiedy w 2004 r. ofiarą padł amerykański redaktor rosyjskiego wydania miesięcznika „Forbes” Paweł Klebnikow, mordercy nie zostali ujęci.
Ale Anna Politkowska to nie dziennikarz jak inni. I inna jest jej śmierć. Jasne, można ją porównać do Daniela Pearla z "Wall Street Journal", który, śledząc przemytników muzułmańskiego atomu, zginął pod kindżałem islamisty w Pakistanie, czy jej rosyjskich kolegów Władysława Listiewa lub Dmitrija Chołodowa, ofiar dziennikarskiej wojny z korupcją. Zabójstwo Politkowskiej należy jednak nie tyle porównywać, ile zestawić ze śmiercią nie jej kolegów, lecz Galiny Starowojtowej, wielkiej damy demokracji rosyjskiej, zastrzelonej w listopadzie 1998 roku w Petersburgu.
Okoliczności są podobne. I wtedy, i dziś rosyjski faszyzm jest w ofensywie. I wtedy, i dziś są w toku kampanie nienawiści wobec "obcych", Murzynów czy Azjatów, ale głównie "czarnych", to znaczy ludzi z Kaukazu, prowadzone nie tylko przy bezradności władzy czy przy jej obojętności, ale nawet, jak dziś wobec Gruzinów, na jej polecenie. I wtedy, i dziś Rosję zżera brutalizacja niesiona koszmarem wojskowej, krwawej pacyfikacji Czeczenii, przedtem w czasie pierwszej, a teraz drugiej niszczącej wojny kaukaskiej.
Obie, wtedy Starowojtowa, dzisiaj Politkowska, wiedziały, że mają wrogów, świadome były ryzyka, jakie niosła ich odważna postawa. Obojgu grożono śmiercią. Obie zapłaciły życiem za obronę praw, godności ludzkiej i wolności słowa. Zleceniodawcom zabójstwa chodziło jednak nie tylko o Starowojtową i nie tylko o Politkowską. Kule miały trafić dalej i wyżej: w głos i świadectwo prawdy, w to, co wtedy się rodziło, a dziś jeszcze zostało z demokracji w Rosji. Obie, każda w swoim czasie, były sumieniem Rosji, obie były szeroko znane i szanowane za granicą, obie były ludzką twarzą Rosji w demokratycznym świecie. I obu demokratyczny świat w niczym pomóc nie potrafił...
Morderstwo Starowojtowej oznaczało, że prowokacja i terroryzm stają się sposobem załatwiania w Rosji sporów politycznych. Morderstwo Politkowskiej oznajmia, że nic się pod tym względem nie zmieniło. I że to samo pytanie jest ciągle aktualne: cui prodest?
Po zabójstwie w Petersburgu ówczesny szef służb specjalnych Władimir Putin powiedział, że nie dysponuje "żadnym elementem pozwalającym uznać, że chodzi o mord polityczny". Co ma dziś do powiedzenia prezydent Władimir Putin?
12:05, leopold.unger
Link Komentarze (2) »
środa, 04 października 2006
Czy pochowaliśmy Giedroycia na nowo
Był "Krąg Kultury", były "Tratwa" i "Dziupla", teraz doszedł "Maraton". Trzy mowy wstępne, trzynaście aktów przyjaźni sąsiadów z całej środkowej i wschodniej Europy i czternaście "portretów wielokrotnych" Jerzego Giedroycia w konfrontacji z najważniejszymi adresatami jego listów i pomysłów - od Miłosza poprzez Herlinga i Gombrowicza po Mieroszewskiego.
Wszystko, łącznie z końcowym "chórem starców" (weteranów Maisons Laffitte), w dwa i pół dnia, Międzynarodowa Konferencja Naukowa "Kultura - Polityka - Wiek XX" na Uniwersytecie Warszawskim była pierwszą w ogóle naprawdę poważną próbą ogarnięcia dorobku Giedroycia i jego "Kultury" . Konferencji podsumować się nie da (powstanie chyba z niej książka), ale można nad nią rozmyślać.
"Oferta" Kultury zarysowała się jasno. W czasach pogardy, kiedy Radio Wolna Europa była głównym źródłem informacji, Kościół nadzieją przetrwania, Giedroyc i jego miesięcznik chcieli być źródłem inspiracji intelektualnej, politycznej i moralnej; chcieli przekazać do kraju imperatyw priorytetu interesu państwa i poczucia odpowiedzialności społeczeństwa za to państwo. Państwo oddziaływujące na zaprzyjaźnionych sąsiadów, demokratyczne, wolne od prywaty, tolerancyjne, bez tradycyjnych polskich fobii (nacjonalizm, klerykalizm, antysemityzm), bez - jak mawiał Redaktor - "miałkich ludzi prowadzących Polskę od katastrofy do katastrofy".
Złożyć taką "ofertę" chyba się Giedroyciowi udało, ale nie została przyjęta. W większości parametrów rzeczywistość polska jest od Giedroyciowej wizji bardzo daleka. Gołym okiem widać, że ani stosunki władzy i obywateli wewnątrz, ani stosunki państwa polskiego z sąsiadami nie odpowiadają wizji Giedroycia. Dlaczego? Są rozmaite hipotezy: wizja była zbyt ambitna, Polska z "Kultury" nie jest może w ogóle możliwa, a w każdym razie nie do zbudowania przez obecne polskie społeczeństwo i jej elitę polityczną, które - jak widać - do nawet mniej ambitnej wizji nie dojrzały. Może spadek po przeszłości i ciągle żywe uprzedzenia endeckie, klerykalne, nacjonalistyczne i antysemickie są po prostu w Polsce ciągle silniejsze od siły przyciągania nowoczesnego świata i zasięgu jego wyzwań.
Z obserwatorium weterana wydaje się, że Giedroycia i „Kulturę” polskie społeczeństwo po prostu na nowo pochowało. Będące w toku ogólnonarodowe nabożeństwo na intencję 100-lecia urodzin Giedroycia nie może ukryć faktu, że „wizja »Kultury «” nie przeszła do praktyki politycznej i społecznej ani choćby do podręczników szkolnych, a wtrącona już jest do historii i legendy, że już nikomu nie pomaga zrozumieć, co to jest, jak napisał w „Kulturze” Jerzy Stempowski, „Historia spuszczona z łańcucha”.
Trud Giedroycia nie poszedł i nie pójdzie na marne. Bez poważnego opracowania dziedzictwa "Kultury" (może "Konferencja" to zapoczątkuje) nie będzie można napisać ani wiarygodnej historii polskiej myśli politycznej. Na razie można powiedzieć za Jerzym Pomianowskim: "Giedroycia niezmierną zasługą jest, że przerwał na dłuższą chwilę dzieje głupoty w Polsce". Z prasy i wydarzeń wynika, że nie przerwał, w każdym razie nie na długo. Polska na świecie ma dziś twarz pani Beger, Giertycha w rządzie i "kurwiki w oczach" . A Giedroyc się w grobie przewraca.
17:34, leopold.unger
Link Komentarze (2) »