RSS
poniedziałek, 08 marca 2004
Herezji szkoda
"Starości uniknąć się nie da, ale można próbować opóźnić stawanie się starym ". Byłem wśród kilkudziesięciu weteranów (powiedzmy kokieteryjnie "około" siedemdziesiątki) Międzynarodowego Narciarskiego Klubu Dziennikarzy, którzy spotkali się we francuskiej miejscowości górskiej Alpe d'Huez, aby wspólnie na śniegu, na nartach i przy stole świętować 50-lecie tej jedynej w swoim rodzaju organizacji i wspomnieć jej założyciela, francuskiego dziennikarza Gilles'a de la Roque'a.
Weterani dojechali, pokonali bramki slalomu i wyjechali wszystko (w zasadzie) w pozycji pionowej, wykazując słuszność cytowanego na wstępie (w moim nieudolnym tłumaczeniu) spostrzeżenia Henri Matisse'a, malarza, twórcy słynnego obrazu "Radość życia", który opuszczając świat w dobrej formie w wieku lat 85, był swojego aforyzmu najlepszym przykładem. Ponieważ nie wiadomo, czy Matisse jeździł na nartach, to można przytoczyć jego "hipotezy" jeszcze lepszy przykład: Japończyka Keizo Miura, który właśnie otrzymał wysokie odznaczenie za osiągnięcia narciarskie z okazji setnych urodzin i który uczcił swoje 99. urodziny, pokonując wspólnie z 80-letnim synem 22-km trasę Valée Blanche w masywie Mont Blanc. Japończyk jeździł na nartach, ale nie był dziennikarzem i nie było go w Alpe d'Huez, więc trzeba było na własnych przykładach udowodnić, że, jak mawiał francuski humorysta Pierre Dac, "żeby dojść do starości, trzeba długo żyć".
Udało się. Spora dawka poczucia humoru pozwoliła uniknąć okropnej wizji zamiany spotkania wesołych i rześkich staruszków w potworne cmentarne zgromadzenie "byłych kombatantów", którzy wymieniają westchnienia na temat strzykania w krzyżu zamiast złośliwości o stylu jazdy kolegi, no i, bo o to także chodziło, uwag o stanie świata.
Bowiem Scij (takie są francuskie inicjały klubu) to nie tylko sport. Naturalnie jest śnieg i narty, ale od początku to była także polityka i dziennikarstwo. Przez mianowicie prawie 40 lat Scij był jedyną na świecie organizacją, która, pod pretekstem śniegu i slalomów, ściągała dziennikarzy z obu stron muru, był jedynym dziennikarskim spotkaniem na świecie, do którego, w zasadzie, zimna wojna nie miała wstępu, gdzie dziennikarze z krajów pod dyktaturą mogli (jeżeli znali języki obce!!!) głosić okropne herezje bez cienia cenzury.
Dziś ciągle wszystko jest: śnieg, narty i kumple. Nie ma, na szczęście, zimnej wojny, ale nie ma także, a szkoda, dreszczy i herezji. Młodzi przyjeżdżają na narty. Zimną wojnę znają z opowiadań. Z języków znają tylko swój własny. Politykę zostawiają w domu. Na kłótnie o los świata nie mają czasu ani ochoty. Normalka, jak się mówi nad Wisłą. Jednak pomysłu szkoda. Świat ciągle potrzebuje wyobraźni, dyskusji i herezji. Scij był częścią sportu, dziennikarstwa i polityki. Został właściwie sport...
Starzy, zdrowi i cali, wyjechali o własnych siłach! Nie całkiem wyjechali. Zostawili dwa przesłania. Do młodych, że jeżeli nie wymyślą nowych "dreszczy" i nowych "herezji", to Scij, 50-letni szczeniak, szybko wejdzie w uwiąd starczy. Do weteranów, że starość nie zabrania myśleć i marzyć. Na nartach i bez.
13:42, leopold.unger
Link Dodaj komentarz »
1 ... 21 , 22 , 23 , 24 , 25